Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kochać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kochać. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 maja 2011

Czasem trzeba się rozstać

Z tym, że  „Miłość jest największą rzeczą na świecie” zgodzi się chyba każdy. Ten cytat bliblijny trafnie określa jakie priorytety powinniśmy ustalić w swoim życiu.
Nie ma przecież nic piękniejszego niż kochać i być kochanym.
Miłość dodaje nam energii do życia, uskrzydla, sprawia, że chce nam się śpiewać, tańczyć, że widzimy jedynie pozytywne aspekty życia. Najważniejsze jednak to kochać siebie. Kochanie siebie, to dbanie o siebie, o swoje potrzeby.  Związek ze sobą  jest najtrwalszym związkiem jaki mamy – to związek na zawsze.  Dlatego też o ten związek musimy dbać szczególnie. 

To my sami, jesteśmy dla siebie najważniejsi, przynajmniej .... powinniśmy być.
Nie ma to nic wspólnego z egoizmem. To po prostu normalny przejaw Miłości własnej. Przez całe życie tworzymy różne relacje międzyludzkie, czasem są to związki na chwilę, czasem na dłużej, czasem na zawsze - do końca życia, do śmierci.
Marzymy o wielkim uczuciu, o idealnym dla nas partnerze, ale nie zawsze udaje nam się takiego znaleźć i nie zawsze udaje nam się stworzyć satysfakcjonujący nas związek.
Bywa, ze błędnie oceniamy partnera, mylimy się co do jego intencji wobec nas, jego charakteru, wartości moralnych, jego widzenia świata.
Bywa, że osoba z która weszliśmy w związek, z czasem okazuje się kimś zupełnie innym. Wspaniały, cudowny mężczyzna zamienia się w tyrana, brutala, manipulanta, 
okazuje się uwodzicielem, kobieciarzem, najważniejsza dla niego jest praca, a partner potrzebny mu jest jedynie do wzorowego prowadzenia domu, czy przedłużenia gatunku, ba bywa, że  związek jest dla niego zwyczajnie alibi.
A jaki powinien być ten idealny dla nas partner? To osoba, która sprawia, że czujemy się lepiej, nie próbuje nas zmienić, kocha nas takimi jakimi jesteśmy, akceptuje nas w pełni.  
I jeśli taki stan trwa niezmiennie – to znaczy, że dokonałyśmy właściwego wyboru.
Zbyt często jednak podejmujemy decyzje o wejściu w związek, czy nawiązaniu dłuższej relacji na etapie zakochania. 
A zakochanie to jeszcze nie miłość, to jedynie wstęp do niej. I podejmujemy naszą decyzję zbyt szybko i prędzej czy później widzimy, że popełniliśmy błąd.
I często trwamy w takim nietrafionym związku, bo pojawiają się dzieci, bo co powiedzą znajomi, rodzice… bo nie poradzimy sobie materialnie…. I z czasem zamieramy duchowo i emocjonalnie.
Moja serdeczna przyjaciółka Jola od wielu lat trwa w takim nietrafionym związku.
Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam była gruba, bez makijażu, ubrana w zupełnie nie twarzową sukienkę przypominającą worek, która miała zamaskować jej otyłą sylwetkę. Pomyślałam sobie: cóż za zgorzkniała, niemiła i odpychająca kobieta.
Po kilku latach zbiegiem różnych okoliczności zaprzyjaźniłyśmy się.
 Ale wtedy zobaczyłam zupełnie inną kobietą. Tryskała energią, wyszczuplała, była ubrana według najnowszych trendów mody.
Co za zadziwiająca przemiana, co się stało w twoim życiu, co się zmieniło? – 
zapytałam.
Wiesz, poznałam kogoś i sama nie wiem co się za mną dzieje. 
Wiele lat katowałam się różnymi dietami bez skutku. Teraz jakoś schudłam sama, dziwne zjawisko. 
Wiesz, myślałam, że już nie jestem kobietą i myślałam, że tak już będzie do końca mojego życia. Jola opowiedziała mi dzieje swojego związku z Michałem.
Poznała go wiele, wiele lat temu. I wcale nie pokochała, związała się z nim z rozsądku.  Twardo stąpający po ziemi mężczyzna dawał jej gwarancje opieki, troski i materialnego wsparcia. A, że nie ma żadnych zainteresowań, nie czyta książek, ot prosty, ale szczery, uczciwy człowiek – to wtedy nie miało znaczenia. Najważniejsze 
to wychować dziecko, utrzymać dom. Sama nie dałabym sobie rady, co miesiąc musiałam opłacać rachunki, na zimę kupić drzewo, węgiel. A remonty? Na to też potrzebowałam pieniędzy, no i męskiej ręka. I Jola podjęła decyzję, Michał zamieszkał u niej.
Z czasem zaczęłam czuć, że się zapadam, owszem wszystko było  zapięte na ostatni guzik, było jedzenie, popłacone rachunki, węgiel na zimę, drzewo i …nic więcej. I poczułam, że z czasem już nie tylko moja dusza chorowała, ale i ciało. 
Chodziłam od lekarza do lekarza, dolega mi chyba wszystko. 
Ale wiesz, kiedy wyjeżdżałam z domu i go nie widziałam, jakoś dziwnie zdrowiałam.
Ale już nic nie zmienię w swoim życiu, za dużo zależności… i nie mam już na to siły. 
I gdybym zdecydowała się na rozstanie, co będzie z Michałem? 
Poświęcił mi całe swoje życie. Teraz oboje jesteśmy starzy, jak tu zaczynać od nowa, przejść przez rozwód, podział majątku?
Po wielu latach trwania w tym związku, poznała Adama. Adam to przeciwieństwo Michała, inteligentny, oczytany, wykształcony. 
Wiesz, nigdy nie znałam takiego uczucia. Myślałam, że już umarłam jako kobieta … on obudził we mnie coś co było gdzieś tam głęboko ukryte, czuję się szczęśliwa. Te krótkie chwile razem dają mi siłę, by przetrwać, znosić te moje smutne życie. 
Każdy jego telefon dodaje mi energii, to znak, że jest, że myśli i tęskni tak samo jak ja. I w stosunku do Michała się zmieniłam. 
Dobrze, że jest, że dba o dom. Doceniam to. Ale tęsknię za Adamem codziennie i myśl, że go zobaczę dodaje mi sił żeby przetrwać.

Jola wybrała mniejsze zło. Jej miłość przyszła do niej trochę za późno. 
Oboje są związani, odpowiedzialni za swoich partnerów, nic nie zmienią w swoim życiu. Będą się spotykać czasami, ukradkiem. I te chwilowe spotkania muszą  im dostarczyć energii na długo, na tyle, żeby przetrwać w swoich związkach. Może to i nie jest moralne, ale nie wiesz jaka jestem szczęśliwa, chociaż toczę ogromną walkę ze sobą, są chwile, że chciałabym to wszystko rzucić, zacząć od nowa, ale musze akceptować taki układ … z odpowiedzialności za Michała, za żonę Adama.
Tak, nie ma co moralizować i osądzać Joli. Owszem poszła za głosem serca (to stwierdzenie często usprawiedliwia wszystkie amoralne postawy życiowe), ale nie wprowadziła brutalnych zmian do swojego życia, które mogłyby skutkować negatywnie dla Michała i pewnie dla niej samej. W jej związku nigdy nie było miłości, przynajmniej z jej strony. Michał zapewne ją kochał i kocha nadal – na swój sposób. Ale czy fakt, ze jesteśmy przez kogoś kochani, nas uszczęśliwia i sprawia, że jesteśmy spełnieni?
A co jest w przypadku, gdy nasz cudowny mężczyzna zamienia się w tyrana czy brutala? Powoli, acz sukcesywnie zaczyna dominować w związku, robi z małżonki podnóżek, który służy jedynie do zaspokojenia jego potrzeb fizycznych i emocjonalnych. 
I jeśli ona ich nie zaspokaja, karze ja wymierzając ciosy psychiczne i fizyczne. Jak postąpić w takim wypadku?
Jeśli choć trochę kochamy siebie – musimy odejść. Inaczej nasze życie będzie się toczyć po równi pochyłej.  I nie możemy szukać dla brutala usprawiedliwień, nie może być
dla nas ważne, że on kiedyś był bity przez ojca, że miał fatalnych rodziców… że jest w nim tłumiona złość, i że odreagowuje ją na osobie słabszej, którą kiedyś obiecywał chronić, troszczyć się o nią i po prostu kochać. To nie powinno być dla nas ważne 
w żadnym wypadku.
Wiem, że trudno jest odejść, bo są dzieci, czasami nie mamy pracy (pan despota życzył sobie, żebyśmy skupiły się na domu), żadnych środków do życia, nasz kontroler odsunął nas od znajomych. Jesteśmy osamotnione, zdominowane, często nasz stan psychiczny jest taki, że nie możemy znaleźć w sobie odwagi by odejść. A znikąd wsparcia.
Wiele lat temu moja przyjaciółka, po wielu latach udręki i upokorzeń zdecydowała się odejść od swojego męża. Troje dzieci, żadnej pracy i żadnych perspektyw. 
Upodlona do granic możliwości, przerażona przyszłością, a właściwie jej brakiem zwierzyła mi się – wiesz, tyle dla niego znaczyłam co nic, dzwonił przy mnie do kochanki – powiedziała. I co ty na to, rozbiłaś mu wazon na głowie? Zrobiłaś dziką awanturę? Bezczelny typ!!! 
Ja bym mu pokazała - krzyknęłam oburzona. 
Nie zrobiłam nic, zupełnie nic, coś dziwnego się ze mną stało, wiesz, nic nie czułam – jakbym umarła, taka bezdenna pustka. Zwróciłam się do rodziny o wsparcie, powiedzieli, że skoro go wybrałam to mam z nim być, że jestem dorosła i ze swoimi problemami mam sobie radzić sama. Jest źle pomyślałam, 
Musisz odejść, musisz się ratować – powiedziałam, po prostu musisz. Tak, tak powiedziała bez przekonania. 
Byłam zdziwiona, gdy kilka miesięcy później, zakomunikowała mi stanowczo, że odchodzi od niego. Znalazłaś w sobie siłę i odwagę, brawo. 
Zamurowało mnie zupełnie, jak to, znikąd wsparcia i pomocy, a jednak…. 
Mam wsparcie – przerwała mi, to znajomy męża – wiesz, czasem wpadnie, zadzwoni, doradzi co robić – to dla mnie tak wiele. Komuś na mnie zależy, ktoś się o mnie martwi. Nawet nie wiesz, jak wiele.
Iza dzisiaj mgliście pamięta te zdarzenia i swój stan psychiczny. Teraz jest szczęśliwa przy boku wspaniałego człowieka, który ją szanuje, kocha. I ona kocha go bardzo. 
I chyba to jest najcudowniejszy związek jaki kiedykolwiek widziałam w życiu. 
Długo na niego czekałam – mówi Iza, kilka razy się pomyliłam, ale już było łatwiej odejść. Miałam już wprawę, dodaje żartobliwie.
Jeśli kochamy siebie musimy odejść, aby się chronić. Nikt tego za nas nie zrobi.
Jest bardzo wiele książek, które pomagają zrozumieć, kiedy trzeba koniecznie odejść. Czasami czujemy to wewnętrznie, wiemy dokładnie, że związek jest chybiony  i wtedy 
potrzebna nam jedynie odwaga do zakończenia niesatysfakcjonującej relacji.  Czasem musimy przejść piekło, żeby zrozumieć, że tak dalej być nie może, że musimy coś dla siebie zrobić, ratować swoją godność, nasze ja. A warto, bo odchodząc robimy w swoim sercu miejsce dla prawdziwej miłości. Czasem musimy odejść fizycznie, czasem wystarczy psychiczne oddalenie od partnera.
O tym jak sobie poradzić i w miarę bezboleśnie przejść przez etap rozstania, napiszę w kolejnym artykule….

Wszystkim zainteresowanym tematem,  polecam szczególnie książki: 
Susan Forward – „Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje”, 
Robin Nerwood – „Kobiety, które kochają za bardzo”,  
Patrici Delahaie - „Jak uniknąć toksycznych związków”,  
i bardzo ciekawą pozycję, niewznawianą od lat 
Dr Richarda Silvestri i Bryny Taubman – „Jak się odkochać i mocno
stanąć na nogach”

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Czy Polacy zdradzają swoich partnerów

Wpadł mi dzisiaj w ręce poradnik psychologiczny  Polityki tom 4. Przeczytałam w nim rozmowę z bardzo znanym doktorem nauk medycznych Zbigniewem Liberem. Mój autorytet powiedział:
„Myślę, że jeśli ludzie szanują się nawzajem, to problem zdrady nie istnieje. Ktoś kogoś zafascynuje, przeżywa cudowną chwilę, ona się kończy i tyle – byle tylko partner się nie dowiedział”.
I dalej na pytanie – Zdrada nie musi prowadzić do emocjonalnej ruiny związku? - odpowiedział:
„Nie musi. To coś, co każdemu może się zdarzyć – nie należy dramatyzować, choć też nie należy do tego podchodzić zbyt swobodnie. Podobnie jak z innymi pokusami – im bardziej coś jest zakazane, tym bardziej kusi. Jeśli partner jest wobec nas czuły, serdeczny, miły – to z czego robić problem. Czego chcieć więcej?”
Zasępiłam się. Pomyślałam - może jestem zbyt zaściankowa, nie dzisiejsza, czasy się zmieniają… a ja kurczowo trzymam się przestarzałych poglądów. Może czas je zrewidować?
Ale tak naprawdę gdzieś tam w środku czułam dyskomfort i wewnętrzną niezgodę.
Bo jak to, zdrada nie jest żadnym problemem? Partner nas zdradza, a przy tym szanuje? Jest miły, serdeczny, czuły? I czegóż chcieć więcej? I najważniejsze, żebym się nie dowiedziała?
Żeby mówić o zdradzie, musi istnieć między partnerami więź emocjonalna, w której istnieje zasada wierności, lojalności i uczciwości. Decydując się na związek z druga osobą oczekujemy od niej dokładnie tego – wierności, lojalności i uczciwości. I nie jest ważne czy zalegalizowaliśmy związek czy też nie.
To prawda, zmienia się mentalność ludzi, dlatego też świadomi zmian zachodzących w świecie, czy w samym związku,  partnerzy zakładają możliwość rozwodu w przypadku, gdy ich małżeństwo się nie uda, gdy partner, któremu zaufali nie dotrzymuje danej obietnicy.
Statystycznie ilość rozwodów ciągle wzrasta. I tak np. w 2000 roku było ich 43 tysiące, w roku 2009 już 72 tysiące. Nie mam danych dotyczących związków nie zalegalizowanych.
Zdrada jako powód rozwodu, plasuje się na wysokiej pozycji, tuż za niezgodnością charakterów i alkoholizmem partnera. Wskazuje to na to, że partnerzy wciąż przykładają wielką wagę do wierności jako podstawowego elementu przysięgi małżeńskiej. I nadal oczekują jej od partnera, z którym decydują się na wspólne życie.
W religii rzymsko-katolickiej zdrada uznawana jest za jeden z ciężkich grzechów, na równi z grzechem kradzieży, zabójstwa czy nienawiści. I stosując analogię do słów doktora: ukradnij, zabij – byleby tylko nikt się o tym nie dowiedział? To tak ma być?
Wierzę głęboko w Boga, chociaż starannie oddzielam go od kościoła. Ale nie kradnę, nie morduję, obce mi jest uczucie nienawiści i … nie zdradzam, chociażby z szacunku dla drugiego człowieka, który mi zaufał.
Popełniając grzech cudzołóstwa nie liczymy się z uczuciami drugiego człowiekiem, z jego godnością. A to oznacza brak szacunku dla niego.
Fakt, że na szacunek trzeba zapracować, nie jest on nam dany raz na zawsze. Ale jeśli „szacunek to uznanie godności drugiej osoby, poważanie, uszanowanie, poszanowanie, respekt, atencja, estyma, pokłon,  a atencja to okazanie komuś specjalnych względów, traktowanie z nadzwyczajna uwagą” – to jak się ma zdrada do wzajemnego szacunku? Partner nie zapracował na szacunek? Czy z szacunku zdradzamy? Zupełnie nie rozumiem współistnienia szacunku wraz z dokonanym aktem zdrady?
Faktem jest, że i sam grzesznik doprowadza się do stanu winy i wewnętrznego cierpienia. (Pomijam tu przypadki socjopatyczne, którym obce jest współodczuwanie czy wina).
Być może takie postawienie tematu zdrady jest koniecznością, po to, żeby człowiek jej się dopuszczający poczuł się lepiej? Wszak kościół, również dopuszcza pokutę za popełnione grzechy i odpuszczenie winy.
Oczywiście jest zasadnicza różnica pomiędzy grzechem zabójstwa, kradzieży, a grzechem cudzołóstwa. Ale czasem zdrada zwyczajnie emocjonalnie... zabija.
Zgadzam się, są inne czasy, wiele się zmienia, obyczaje się rozluźniają, dawny grzech zdrady, nie jest już ciężkim grzechem, staje się drobnym wykroczeniem.
Partner jest czuły, serdeczny… czegóż chcieć więcej? Naprawdę tylko tyle powinniśmy oczekiwać od  naszego partnera? Żeby był miły, serdeczny, czuły? I dyskretny, gdy zdradza?
Dla mnie to trochę za mało. Jeśli jestem z kimś, otwieram się przed nim, powierzam mu swoje tajemnice, ufam bezgranicznie… a on mnie po prostu zdradza, bo powodowało nim chwilowe zauroczenie. Cóż za nie lojalność. I mam tak po prostu nie robić problemu? Jak mam mu ponownie zawierzyć?
Nie wykluczone, ze stałoby się to po wielu miesiącach czy latach terapii.
I jeśli twierdzi, że mnie kocha, a przy tym zdradza, to cóż to za miłość? Płytka, powierzchowna, nic nie warta. Uważam, że kochający partner, który nas szanuje  - nie zdradza nas nigdy.
„Miłość silna i głęboka jest nacechowana szacunkiem. Taka miłość uwzniośla. Osoby, które budzą tej miary uczucia, stymulują nas: obcowanie z nimi skłania, byśmy stawali się lepsi, pełniej wykorzystywali własne możliwości i wznosili się ponad własną słabość.” – ja chcę tak właśnie kochać i tak chcę być kochana. A kiedy mnie zdradzi, mam czuć się winna… bo nie wzbudziłam w nim takich uczuć, które wyniosły go ponad słabości?
Mój ulubiony Wojciech Kruczyński tak napisał o zdradzie:
"Niewiele jest przykrzejszych rzeczy na tym świecie, niż zdrada najbliższej osoby. W ciągu kilku sekund twój uporządkowany, bezpieczny świat wali sie w gruzy - pozornie szczęśliwa, wspólna przeszłość staje pod znakiem zapytania, rozpadają się plany na przyszłość, a nad tym wszystkim góruje dotkliwy ból zawiedzionego zaufania. W jednej chwili stajesz sie najbardziej samotną osobą na świecie".
" Zdrada zwykle nie zdarza się z dnia na dzień. Jest raczej zwieńczeniem stopniowo narastającej nudy, braku bliskości i akceptacji. Pojawienie sie tej drugiej osoby, która trafia w niezaspokojone pragnienia miłości, uznania i zrozmienia, twoje lub twojego Partnera, może tylko zdradę przyśpieszyć - nie jest jednak jej przyczyną. Nie zdradzamy osób, które w pełni zaspokajają nasze potrzeby. Wtedy zdrada staje sie sposobem na podtrzymanie iluzji idealnej miłości, bez której trudno nam żyć. Staje się sposobem na uniknięcie samotności w związku".
"Zdrada może uleczyć związek" - strzeż się tego przekonania. W rzeczywistości zdrada powiększa problem. Jedyną "zaletą" jest to, że przynajmniej wydobywa go na światło dzienne. Często właśnie dlatego zdzradzamy - umęczeni brakiem ciepła lub nudą, chcemy wstrząsnąć związkiem. Co bedzie to będzie. Niestety taki wstrząśnięty związek często rozpada się na kawałki nie do posklejania. Zbyt wiele zawodu, wstydu i gniewu".
"Jesli ci sie uda stworzyć z partnerką wasz własny, intymny świat pełen zaufania i bliskości, zdrada wyda ci sie kiepskim interesem. Nawet jak taki pomysł przemknie ci czasem przez głowę (pokusy są wśród nas), nie będziesz chciał sprzedać swego doświadczenia bliskości za kilka upojnych chwil i poczucie triumfu z powodu nowej zdobyczy. I odwrotnie - jeśli zdrada jest dla ciebie czymś tak atrakcyjnym, że jesteś dla niej w stanie zaryzykować to, co jest między tobą a twoją Partnerką, oznacza, że dotąd nie odnalazłeś z nią (i z nikim innym) prawdziwej bliskości, że wciąż jesteś samotny, choć może nie zdajesz sobie z tego sprawy".
Pokusy czyhają na każdego, ale wielu z nas potrafi się im oprzeć. Chyba różnimy się trochę od zwierząt? Myślimy, analizujemy, mamy wyobraźnię i zdolność empatii.
Nie spłycajmy miłości, czy prawdziwego związku. Szanujmy partnera. I jeśli nam związek nie odpowiada – popracujmy nad nim, albo odejdźmy. Nie  upokarzajmy partnera, kogoś kto nam bezgranicznie  uwierzył i zaufał.

autor - Elżbieta Kmiciewicz

Cytaty:
Poradnik psychologiczny polityki tom 4 – rozmowa z doktorem
wikipedia – szacunek, atencja.
„Siła emocji – zrozumieć uczucia pokonać problemy” – Michelle Larivey
„Wirus samotności” – Wojciech Kruczyński

niedziela, 10 kwietnia 2011

Czasem trzeba się rozstać

Z tym, że  Miłość jest największą rzeczą na świecie” zgodzi się chyba każdy. Ten cytat biblijny trafnie określa jakie priorytety powinniśmy ustalić w swoim życiu.
Nie ma przecież nic piękniejszego niż kochać i być kochanym.
Miłość dodaje nam energii do życia, uskrzydla, sprawia, że chce nam się śpiewać, tańczyć, że widzimy jedynie pozytywne aspekty życia.
Najważniejsze jednak to kochać siebie. Kochanie siebie, to dbanie o siebie, o swoje potrzeby.  Związek ze sobą jest najtrwalszym związkiem jaki mamy – to związek na zawsze. Dlatego też o ten związek musimy dbać szczególnie. To my sami, jesteśmy dla siebie najważniejsi, przynajmniej powinniśmy być. 
Nie ma to nic wspólnego z egoizmem. To po prostu normalny przejaw Miłości własnej.
Przez całe życie tworzymy różne relacje międzyludzkie, czasem są to związki na chwilę, czasem na dłużej, czasem na zawsze - do końca życia, do śmierci.
Marzymy o wielkim uczuciu, o idealnym dla nas partnerze, ale nie zawsze udaje nam się takiego znaleźć i nie zawsze udaje nam się stworzyć satysfakcjonujący nas związek.
Bywa, ze błędnie oceniamy partnera, mylimy się co do jego intencji wobec nas, jego charakteru, wartości moralnych, jego widzenia świata.
Bywa, że osoba z która weszliśmy w związek, z czasem okazuje się kimś zupełnie innym. Wspaniały, cudowny mężczyzna zamienia się w tyrana, brutala, manipulanta, okazuje się uwodzicielem, kobieciarzem, najważniejsza dla niego jest praca, a partner potrzebny mu jest jedynie do wzorowego prowadzenia domu, czy przedłużenia gatunku, ba bywa, że związek jest dla niego zwyczajnie alibi.
A jaki powinien być ten idealny dla nas partner? To osoba, która sprawia, że czujemy się lepiej, nie próbuje nas zmienić, kocha nas takimi jakimi jesteśmy, akceptuje nas w pełni.  I jeśli taki stan trwa niezmiennie – to znaczy, że dokonałyśmy właściwego wyboru.
Zbyt często jednak podejmujemy decyzje o wejściu w związek, czy nawiązaniu dłuższej relacji na etapie zakochania. A zakochanie to jeszcze nie miłość, to jedynie wstęp do niej.
I podejmujemy naszą decyzję zbyt szybko i prędzej czy później widzimy, że popełniliśmy błąd.
I często trwamy w takim nietrafionym związku, bo pojawiają się dzieci, bo co powiedzą znajomi, rodzice… bo nie poradzimy sobie materialnie…. I z czasem zamieramy duchowo i emocjonalnie.
Moja serdeczna przyjaciółka Jola od wielu lat trwa w takim nietrafionym związku.
Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam była gruba, bez makijażu, ubrana w zupełnie nie twarzową sukienkę przypominającą worek, która miała zamaskować jej otyłą sylwetkę. Pomyślałam sobie: cóż za zgorzkniała, niemiła i odpychająca kobieta.
Po kilku latach zbiegiem różnych okoliczności zaprzyjaźniłyśmy się. Ale wtedy zobaczyłam zupełnie inną kobietą. Tryskała energią, wyszczuplała, była ubrana według najnowszych trendów mody.
Co za zadziwiająca przemiana, co się stało w twoim życiu, co się zmieniło? – zapytałam.
Wiesz, poznałam kogoś i sama nie wiem co się za mną dzieje. Wiele lat katowałam się różnymi dietami bez skutku. Teraz jakoś schudłam sama, dziwne zjawisko. Wiesz, myślałam, że już nie jestem kobietą i myślałam, że tak już będzie do końca mojego życia. Jola opowiedziała mi dzieje swojego związku z Michałem.
Poznała go wiele, wiele lat temu. I wcale nie pokochała, związała się z nim z rozsądku. Twardo stąpający po ziemi mężczyzna dawał jej gwarancje opieki, troski i materialnego wsparcia. A, że nie ma żadnych zainteresowań, nie czyta książek, ot prosty, ale szczery, uczciwy człowiek – to wtedy nie miało znaczenia. Najważniejsze to wychować dziecko, utrzymać dom. Sama nie dałabym sobie rady, co miesiąc musiałam opłacać rachunki, na zimę kupić drzewo, węgiel. A remonty? Na to też potrzebowałam pieniędzy, no i męskiej ręka. I Jola podjęła decyzję, Michał zamieszkał u niej.
Z czasem zaczęłam czuć, że się zapadam, owszem wszystko było  zapięte na ostatni guzik, było jedzenie, popłacone rachunki, węgiel na zimę, drzewo i …nic więcej. I poczułam, że z czasem już nie tylko moja dusza chorowała, ale i ciało. Chodziłam od lekarza do lekarza, dolega mi chyba wszystko. Ale wiesz, kiedy wyjeżdżałam z domu i go nie widziałam, jakoś dziwnie zdrowiałam.
Ale już nic nie zmienię w swoim życiu, za dużo zależności… i nie mam już na to siły. I gdybym zdecydowała się na rozstanie, co będzie z Michałem? Poświęcił mi całe swoje życie. Teraz oboje jesteśmy starzy, jak tu zaczynać od nowa, przejść przez rozwód, podział majątku?
Po wielu latach trwania w tym związku, poznała Adama. Adam to przeciwieństwo Michała, inteligentny, oczytany, wykształcony. Wiesz, nigdy nie znałam takiego uczucia. Myślałam, że już umarłam jako kobieta … on obudził we mnie coś co było gdzieś tam głęboko ukryte, czuję się szczęśliwa. Te krótkie chwile razem dają mi siłę, by przetrwać, znosić te moje smutne życie. Każdy jego telefon dodaje mi energii, to znak, że jest, że myśli i tęskni tak samo jak ja. I w stosunku do Michała się zmieniłam. Dobrze, że jest, że dba o dom. Doceniam to. Ale tęsknię za Adamem codziennie i myśl, że go zobaczę dodaje mi sił żeby przetrwać.
Jola wybrała mniejsze zło. Jej miłość przyszła do niej trochę za późno. Oboje są związani, odpowiedzialni za swoich partnerów, nic nie zmienią w swoim życiu. Będą się spotykać czasami, ukradkiem. I te chwilowe spotkania muszą im dostarczyć energii na długo, na tyle, żeby przetrwać w swoich związkach.
Może to i nie jest moralne, ale nie wiesz jaka jestem szczęśliwa, chociaż toczę ogromną walkę ze sobą, są chwile, że chciałabym to wszystko rzucić, zacząć od nowa, ale musze akceptować taki układ … z odpowiedzialności za Michała, za żonę Adama.
Tak, nie ma co moralizować i osądzać Joli. Owszem poszła za głosem serca (to stwierdzenie często usprawiedliwia wszystkie amoralne postawy życiowe), ale nie wprowadziła brutalnych zmian do swojego życia, które mogłyby skutkować negatywnie dla Michała i pewnie dla niej samej. W jej związku nigdy nie było miłości, przynajmniej z jej strony. Michał zapewne ją kochał i kocha nadal – na swój sposób. Ale czy fakt, ze jesteśmy przez kogoś kochani, nas uszczęśliwia i sprawia, że jesteśmy spełnieni?
A co jest w przypadku, gdy nasz cudowny mężczyzna zamienia się w tyrana czy brutala? Powoli, acz sukcesywnie zaczyna dominować w związku, robi z małżonki podnóżek, który służy jedynie do zaspokojenia jego potrzeb fizycznych i emocjonalnych. I jeśli ona ich nie zaspokaja, karze ja wymierzając ciosy psychiczne i fizyczne. Jak postąpić w takim wypadku?
Jeśli choć trochę kochamy siebie – musimy odejść.
Inaczej nasze życie będzie się toczyć po równi pochyłej.  I nie możemy szukać dla brutala usprawiedliwień, nie może być dla nas ważne, że on kiedyś był bity przez ojca, że miał fatalnych rodziców… że jest w nim tłumiona złość, i że odreagowuje ją na osobie słabszej, którą kiedyś obiecywał chronić, troszczyć się o nią i po prostu kochać. To nie powinno być dla nas ważne w żadnym wypadku.
Wiem, że trudno jest odejść, bo są dzieci, czasami nie mamy pracy (pan despota życzył sobie, żebyśmy skupiły się na domu), żadnych środków do życia, nasz kontroler odsunął nas od znajomych. Jesteśmy osamotnione, zdominowane, często nasz stan psychiczny jest taki, że nie możemy znaleźć w sobie odwagi by odejść. A znikąd wsparcia.
Wiele lat temu moja przyjaciółka, po wielu latach udręki i upokorzeń zdecydowała się odejść od swojego męża. Troje dzieci, żadnej pracy i żadnych perspektyw. Upodlona do granic możliwości, przerażona przyszłością, a właściwie jej brakiem zwierzyła mi się – wiesz, tyle dla niego znaczyłam co nic, dzwonił przy mnie do kochanki – powiedziała. I co ty na to, rozbiłaś mu wazon na głowie? Zrobiłaś dziką awanturę? Bezczelny typ!!! Ja bym mu pokazała - krzyknęłam oburzona. Nie zrobiłam nic, zupełnie nic, coś dziwnego się ze mną stało, wiesz, nic nie czułam – jakbym umarła, taka bezdenna pustka. Zwróciłam się do rodziny o wsparcie, powiedzieli, że skoro go wybrałam to mam z nim być, że jestem dorosła i ze swoimi problemami mam sobie radzić sama. Jest źle pomyślałam, Musisz odejść, musisz się ratować – powiedziałam, po prostu musisz. Tak, tak powiedziała bez przekonania. Byłam zdziwiona, gdy kilka miesięcy później, zakomunikowała mi stanowczo, że odchodzi od niego. Znalazłaś w sobie siłę i odwagę, brawo. Zamurowało mnie zupełnie, jak to, znikąd wsparcia i pomocy, a jednak…. Mam wsparcie – przerwała mi, to znajomy męża – wiesz, czasem wpadnie, zadzwoni, doradzi co robić – to dla mnie tak wiele. Komuś na mnie zależy, ktoś się o mnie martwi. Nawet nie wiesz, jak wiele.
Iza dzisiaj mgliście pamięta te zdarzenia i swój stan psychiczny. Teraz jest szczęśliwa przy boku wspaniałego człowieka, który ją szanuje, kocha. I ona kocha go bardzo. I chyba to jest najcudowniejszy związek jaki kiedykolwiek widziałam w życiu. Długo na niego czekałam – mówi Iza, kilka razy się pomyliłam, ale już było łatwiej odejść. Miałam już wprawę, dodaje żartobliwie.
Jeśli kochamy siebie musimy odejść, aby się chronić. Nikt tego za nas nie zrobi.
Jest bardzo wiele książek, które pomagają zrozumieć, kiedy trzeba koniecznie odejść. Czasami czujemy to wewnętrznie, wiemy dokładnie, że związek jest chybiony  i wtedy potrzebna nam jedynie odwaga do zakończenia niesatysfakcjonującej relacji. Czasem musimy przejść piekło, żeby zrozumieć, że tak dalej być nie może, że musimy coś dla siebie zrobić, ratować swoją godność, nasze ja. A warto, bo odchodząc robimy w swoim sercu miejsce dla prawdziwej miłości. Czasem musimy odejść fizycznie, czasem wystarczy psychiczne oddalenie od partnera.
O tym jak sobie poradzić i w miarę bezboleśnie przejść przez etap rozstania, napiszę w kolejnym artykule….
Wszystkim zainteresowanym tematem,  polecam szczególnie książki: Susan Forward – „Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje”, Robin Nerwood – „Kobiety, które kochają za bardzo”,  Patrici Delahaie - „Jak uniknąć toksycznych związków”,  i bardzo ciekawą pozycję, niewznawianą od lat Dr Richarda Silvestri i Bryny Taubman – „Jak się odkochać i mocno stanąć na nogach”

sobota, 9 kwietnia 2011

Ze wszystkich rzeczy na świecie największa jest miłość

"Ze wszystkich rzeczy na świecie największa jest MIŁOŚĆ."


Miłość i nienawiść nie idą w parze. Nie potrafimy kochać i wyrazić Miłości, jeżeli nienawidzimy kogoś lub czegoś. Te dwa uczucia po prostu nie występują razem!!!
Żeby kochać, musimy przebaczyć wszystkim tym, których nienawidzimy.
Dopiero wtedy, gdy usuniemy nienawiść ze swojego serca, możemy pokochać.
Miłość jest silniejsza od nienawiści.

Wiedząc o tym, możemy już teraz zacząć wyganiać nienawiść ze swojego serca.

Nienawiść jest śmiertelną trucizną. Niszczy nas psychicznie, fizycznie i duchowo.

Uwolnijmy się od nienawiści, która opanowała nasze serca.

Powtarzajmy codziennie afirmację:

Miłość jest prawem, życiem i działającą siłą.
Miłość jest we mnie i wokół mnie.
Kocham i jestem kochana."

Niech w naszych sercach mieszka wyłącznie MIŁOŚĆ


Na podstawie - "Dążenie ku światłu" - Max Freedom Long

Jak poznać, że ktoś nas kocha

"Patrz w oczy, a dowiesz się o uczuciach danej osoby" – Allan Pease.

Oblicze osoby zakochanej jest przede wszystkim szczere. 
Gdy niespodziewanie nas zobaczy, zupełnie w niekontrolowany sposób dochodzi u niej do poruszenia brwiami, twarz rozpromienia prawdziwy, szczery uśmiech, brwi unoszą się i opadają, unoszą się policzki, a wokół oczu uwydatniają się zmarszczki.

Źrenice oczu się rozszerzają, oczy wilgotnieją. (Zdecydowanie łatwiej to zauważyć u osób o jasnych oczach!).

Twarz osoby zakochanej jest ożywiona, spojrzenie bystre, patrzy na nas serdecznie, ujmująco, usta nie są napięte, szczeka jest rozluźniona, dolne żeby nie stykają się z górnymi.
Taki wyraz twarzy mówi, że osoba jest otwarta, czuje się z nami bezpiecznie, ufa nam.
Jeśli ktoś kocha, czuje się poruszony, zestresowany, zaniepokojony.
Można to również wyczytać z jego/jej twarzy.
Wystarczy wyciągnąć rękę, a obdarzy nas zaufaniem, ponieważ kocha.

Gdy wpatrujemy się w kogoś dłużej niż 3 sekundy oznacza to, że go kochamy, że on nas pociąga, że jesteśmy nim zachwyceni.

Osoba zakochana wpatruje się nam w oczy, a jej spojrzenie przesuwa się na okolice ust (nie niżej!).   W żadnym razie nie ma w jej spojrzeniu lubieżności.

Jeśli ktoś unika naszego spojrzenia, może to oznaczać, że mu się podobamy, ale nie chce się do tego przyznać. Nie chce, abyśmy odkryli, że jest zauroczony, zakochany, po prostu nie ma śmiałości spojrzeć w oczy przedmiotowi swojego pożądania.

Opracowałam na podstawie książki - "Prawda o kłamstwie" - Marie-France Cyr 

Paulo Cohelo mówi o miłości

"Ludzie zawsze gdzieś na siebie czekają, czy to na środku pustyni, czy w wielkim mieście. Gdy ich drogi się przetną, a spojrzenia spotkają, przeszłość i przyszłość tracą znaczenie. Istnieje tylko ta jedna jedyna chwila i niesamowita pewność, że wszystko, co na niebie i ziemi, zapisane zostało tą samą Ręką. To Ona powołuje do życia Miłość i dla każdego człowieka, który pracuje, odpoczywa i szuka szczęścia na tym świecie, stworzyła bratnią duszę. Bez tego straciłyby sens ludzkie marzenia."

Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni i tygodni smutku i rozczarowań.





Spośród wszystkich wymyślonych przez człowieka sposobów zadawania bólu sobie samemu najgorszym jest Miłość. Cierpimy zawsze dla kogoś, kto nas nie kocha, kto nas porzucił, dla kogoś, kto nie chce nas opuścić. Żyjemy samotnie, jeśli nikt nas nie kocha: mając żonę lub męża, czynimy z małżeństwa niewolę.

Jak mam rozpoznać swoją Drugą Połowę? 
Nie bojąc się ryzyka. Ryzyka porażki, odrzucenia, rozczarowań.
Nigdy nie wolno nam rezygnować z poszukiwania Miłości. Ten, kto przestaje szukać, przegrywa życie.

Cierpienie rodzi się wtedy, kiedy oczekujemy, że inni będą nas kochać tak jak sobie to wymyśliliśmy, a nie tak jak powinna objawiać się miłość.




...każdy pragnie miłości absolutnej, a takiej miłości nie trzeba szukać w innych, lecz w sobie. Ona drzemie w nas i tylko my możemy ją w sobie rozbudzić. Ale do tego potrzeba nam drugiego człowieka. Życie ma sens tylko wtedy, gdy mamy u swego boku kogoś, kto odwzajemnia uczucia.

Ani czas, ani mądrości nie zmieniają człowieka, bo odmienić istotę ludzką zdolna jest wyłącznie miłość.

Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. I to jest najważniejsze przesłanie miłości - mieć najważniejszą osobę na świecie, ale jej nie posiadać.

Największą rozkoszą nie jest sam seks, ale pasja, która mu towarzyszy. Wtedy seks tylko uzupełnia taniec miłości, lecz nigdy nie jest istotą sprawy.

Miłość zdoła przetrwać jedynie wtedy, jeśli istnieje iskierka nadziei - bodaj najmniejsza - że zdobędziemy z czasem ukochaną osobę.

Nikt nie potrafi kłamać, nikt nie potrafi niczego ukryć, jeśli patrzy komuś prosto w oczy. A każda kobieta posiadająca choć odrobinę wrażliwości potrafi czytać z oczu zakochanego mężczyzny. Nawet, jeśli przejawy tej miłości bywają czasem absurdalne.

Bez względu na to, jak bardzo rozgrzany jest niedopałek, wyjęty z ognia, szybko gaśnie. Bez względu na to, jak bardzo mądry może być człowiek, będąc daleko od swoich bliskich, nigdy nie zdoła zachować swojego ciepła i płomienia swojej miłości.

Miłość jest dziką siłą. Kiedy próbujemy ją okiełznać, pożera nas. Kiedy próbujemy ją uwięzić, czyni z nas niewolników. Kiedy próbujemy ją zrozumieć miesza nam w głowach.

Prawdziwa miłość pozwala każdemu iść swoją drogą, bo to nie może w żaden sposób oddalić od siebie dwóch Połówek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...