Z ogromną pasją oglądam Poirota. Może nie jest ideałem mężczyzny, ale jego SZARE KOMÓRKI budzą mój podziw. W sumie nieciekawy facet: pedantyczny, schludny do przesady (och ta pielęgnacja wąsów!), nieduży, lubiący symetrię i rzeczy do pary. Agata Christie mówiła o nim: napuszona, paskudna, nieznośna kreatura, z jajowatą głową. No, ale miał szare komórki!!!! I już samego faktu ich posiadania - zachwyca. Przynajmniej mnie.To. co mnie zachwyca jest niestety, poza zasięgiem.
Codziennie około 19.00 nawiedza mnie DOBRY NAŁOGOWIEC z SZARYMI KOMÓRKAMI w zaniku, bo kończy swój "dyżur" w sklepie i wracając do domu wpada, sprawdzić czy żyję. Od rana mam torsję i mnie trzęsie. Ileż to razy mówiłam: wystarczy telefon. Mnie nie potrzeba wizyt towarzyskich. Subtelne aluzje? Zapomnij. Delikatna sugestia? Co to takiego? I tak dochodzę do kresu. Ileż można wysłuchiwać jego użalania się nad sobą, ileż można słuchać w kółko tego samego? Do niego trafia jedynie chamskie i bezczelne zachowanie.







