Pewnego dnia miałam niespodziankę. Wróciłam do domku z wizyty, a w drzwiach w wiadereczku przepiękny bukiet kwiatów i..... karteczka po niemiecku. Pomroczność jasna: któż to taki? A może jednak ON? Coś zadrgało mi w serduchu. I nagle mnie olśniło!!! Otóż, kiedy działa się Akcja pod kryptonimem "autko" - spotkałam pewnego Niemca.
Stałam biedna sierota na parkingu NETTO i czekałam na informację z ADAC, kiedy też przyjedzie po mnie laweta i odstawi mnie do granicy. Spod auta wyciekał jakiś płyn... więc, zgodnie z zaleceniem pani z ADAC, podłożyłam pod auto foliową torebkę, a że wiał wiatr i ciągle mi ją wywiewało, postawiłam na niej puszkę coca-coli. I wtedy zatrzymał się jakiś Niemiec. Z auta zawołał, że coś mi upadło.... W ostateczności podjechał bliżej mnie, wysiadł z samochodu i zaczęliśmy rozmawiać. Nie powiem, rozmawiałam z nim bardziej dla zabicia czasu, który wlókł się niemiłosiernie. Absolutnie nieciekawy facet.... ale jego ogromne auto robiło wrażenie. I tak zabijałam czas na rozmowie... i zanim się spostrzegłam gość zaczął mnie najnormalniej w świecie adorować. Powiedziałam za dużo.... zbyt miła byłam... W ogóle, nie dawałam żadnych sygnałów, bo gość mnie zwyczajnie w ogóle nie zainteresował..







