No i wystartowałam na opiekę. Nie, żebym marzyła o tej pracy, ale pracę, którą podjęłam tydzień wcześniej, rzuciłam po 2-óch dniach. Pisałam o tym w poście: WÓZKI WIDŁOWE. Tak na cito, wyskoczyła mi opieka.
Do tej pory, jakoś odpadałam w przedbiegach, bo brak doświadczenia ustawiał mnie, na przegranej pozycji. Summa summarum, zrezygnowałam już z tego rodzaju pracy... aż, tu nagle bach.... wyjazd i to daleko. Firma z której wyjechałam, lekko przekłamała mój profil, bo dołożyła mi rok doświadczenia w tego typu pracy. Ja zielona jak młody groszek, a tu masz: doświadczona opiekunka. Moja chlebodawczyni pokazała mi mój profil, ale podkreśliła, że zdecydowała się na mnie, nie ze względu na owo doświadczenie, ale ze względu na fakt, iż jestem od niej o 1 dzień starsza. Nie chodzi o ów 1 dzień, ale o jakąś jej wewnętrzną pewność, że będę w charakterze podobna do niej. Oczywiście podopieczna nie miała wiele do powiedzenia, bo tak naprawdę decydują dzieci, które za ową opiekę płacą.







