Smutne miałam tegoroczne święta i samotne. Z dala od bliskich. Dobrze, że mogłam sobie z nimi trochę na messengerze porozmawiać. Dobrze, że mogłam sobie z radością pooglądać filmiki, które sukcesywnie mi przesyłali bliscy.
Przyznaję, że jeden filmik o elfach, wzruszył mnie do łez.
Czas póki co, mija mi szybko, a to dlatego, że zbyt dużo się dzieje. Najczęściej z moim podopiecznym.
Jestem tutaj trochę ponad 2 tygodnie, a już miałam do czynienia z krwotokiem, który został zatrzymany... na chwilę. Na całe 2 godziny. Potem wzywanie karetki, telefon do córki, przyjazd pogotowia i... kilku dniowy pobyt podopiecznego w szpitalu. Cała sytuacja była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo nie byłam poinformowana o faktycznym stanie podopiecznego.
Miał raka, ale już jest wszystko w porządku. Ciekawe?
Po powrocie ze szpitala, kilka dni świetnego samopoczucia, w miarę dużej aktywności. Potem wizyta kontrolna w szpitalu, a po kilku dniach... słabość przeogromna. 24 grudnia, w dzień wigilijny - znowu wyjazd do szpitala, tym razem na parę godzin jedynie i nie mijająca słabość... do dnia dzisiejszego.