Ponury nastrój jakoś mnie nie opuszcza. I pogoda jakaś taka mroczna. Może chociaż karty dadzą mi trochę ukojenia w tych trudnych chwilach?
Do mojego minorowego nastroju przyczyniły się najpewniej, ostatnie śmiertelne wydarzenia w mojej małej wioseczce.
Ten rok jest w ogóle jakiś taki, pod znakiem śmierci.
Zaczęło się od dziadka u którego byłam na opiece. Udało mi się uciec od bycia przy jego śmierci, którą przeczuwałam. Po chemii słabł w oczach i de facto było wiadomo ku czemu to wszystko zmierza.
Po paru miesiącach jednakże, śmierć mnie dopadła z innej strony. Nie odchodziłam od gasnącej w oczach, naszej wiekowej kotki. Walczyłam o przedłużenie jej życia jak lwica, póki weterynarz mną nie wstrząsnął: śmierci się nie wyleczy.
I te ostatnie zejścia mieszkańców mojej malutkiej wsi. W sumie, aż 3 osoby śmierć zabrała i wcale nie covidowa. I nie były to osoby wiekowe. Na 252 mieszkańców, to całkiem spora liczba.
Zanim opisze odpowiedź na pytanie zawarte w tytule posta, trochę powspominam rozkłady, które jakiś czas temu popełniłam.







