Nie ma co ukrywać, dla nas Polaków BOŻE NARODZENIE, to najważniejsze ze Świąt.
Niektórzy bardzo się z nich cieszą, bo zobaczą swoich bliskich...
Niektórych ogarnia nostalgia, bo nie wszyscy bliscy będą obok.... bo gdzieś tam ktoś skutecznie zamanipulował, namataczył i rozbił rodzinę.
Innych ogarnia przeogromny smutek, bo oto po raz kolejny spędzą je w samotnie w ogromnym przygnębieniu... bo te święta uświadamiają im jak bardzo przegrali swoje życie. Nie tak dawno mój znajomy powiedział: jak ja nienawidzę świąt... ja, facet czuje się wtedy taki słaby i płaczę jak dziecko. Zmarnowałem życie. Mogłem mieć żonę, dzieci, rodzinę. Nie mam nic.
Takich samotnych duszyczek jest trochę. I nie ma słów pocieszenia, bo COŚ już nieodwracalnie minęło.
Budujący jest fakt, że żyjemy tu i teraz. I jeśli możemy wykreować naszą przyszłość, bo są na to realne szanse, to właściwie na tym powinniśmy się w te Święta skupić.
Nie na rozpamiętywaniu tego czego nie ma, ale na tym co może być, jeśli bardzo będziemy tego pragnąć.






