Ostatnio często mi się zdarza... zafilmić. Zapominam wtedy o Bożym świecie. Śmiesznie brzmi - "zafilmić", ale jak określić zatracenie się w oglądaniu serialu? Nie, żebym w tym czasie NIC nie robiła. A to pomaluję akrylem stare puszki, a to dokręcę pomponów... i zanim się obejrzę jest 22.00. Czasem oderwie mnie od filmów jakiś zbłąkany telefon, czasem wizyta DOBREGO NAŁOGOWCA.
Najgorzej jest jak zadzwoni OLA. Nie ma umiaru w swojej upierdliwości. I męczy mnie o karty równo, gadzinami w kółko pyta o to samo. chociaż daleko jej do MOJEJ ANGLII, która zawodową wróżką jest. Dlaczegóż tak mnie piłuje? Ano, zawisła nad nią groźba utraty pracy. Ta groźba wisiała nad nią od dawna, właściwie od chwili, kiedy Niemcy zmienili swoje przepisy dotyczące pracowników tymczasowych. Oczywiście, co tydzień, w niedzielę, kładłam jej karty na pracę, na przeniesienie i inne takie około pracowe pytania... aż do znudzenia. Wciąż, w kółko - to samo: przeniosą? zwolnią?
Najgorzej jest jak zadzwoni OLA. Nie ma umiaru w swojej upierdliwości. I męczy mnie o karty równo, gadzinami w kółko pyta o to samo. chociaż daleko jej do MOJEJ ANGLII, która zawodową wróżką jest. Dlaczegóż tak mnie piłuje? Ano, zawisła nad nią groźba utraty pracy. Ta groźba wisiała nad nią od dawna, właściwie od chwili, kiedy Niemcy zmienili swoje przepisy dotyczące pracowników tymczasowych. Oczywiście, co tydzień, w niedzielę, kładłam jej karty na pracę, na przeniesienie i inne takie około pracowe pytania... aż do znudzenia. Wciąż, w kółko - to samo: przeniosą? zwolnią?














