Ostatnio, chyba za sprawą problemów jakie mnie dotknęły, hurtowo zaczęłam stawiać sobie karty. Hurtowo? Raczej kompulsywnie bardziej.
Stawiała mi karty MOJA ANGLIA. Stawiała również OLA.
MOJA ANGLIA budująco rysowała moje sprawy. Widziała szybkie ich rozwiązanie i to, bardzo pozytywnie. OLA i owszem również widziała pozytywne zakończenie moich problemów, chociaż rozwlekała je w czasie niemiłosiernie. Wróżebna sesja z nią, zamieniła się de facto w dyskusję.
No, cóż tak wszyscy mamy najpewniej, że gdy dopada nas problem, szukamy ukojenia w kartach. I ja nie jestem inna.
Wczoraj na przykład, dowiedziałam się, że pewnej pani, której kiedyś stawiałam karty... wszystko się spełniło. Nie dostałam tej informacji od niej, ale od jej koleżanki. Ona w swojej szczęśliwości, zupełnie zapomniała o wróżbach i kartach. Rzuciła się w wir szczęścia po prostu, a trudną przeszłość zostawiła za sobą.
Och, jak ja jej zazdroszczę! 💕💕💕
No, ale skoro i mnie zachowanie kompulsywne dopadło, to pora najwyższa postawić sobie kolejną wróżbę, tym razem - KABAŁĘ PERSKĄ.
Nie powiem, jakiś czas temu postawiłam sobie karty i byłam przerażona tym co w nich zobaczyłam. Jedna wielka masakra! Nawet nie chcę tych kart przywoływać, bo pewnie dobiłabym się zupełnie. Wystarczy, że właśnie się owe problemy, dzieją.