Umęczona bezustannym wróżeniem w realu, znalazłam chwilę na zamówione wróżby. Przyznam, że wróżenie, to ciężki kawałek chleba i ogromna odpowiedzialność. Nie sądzę, abym w bliżej nieokreślonej przyszłości, zajęła się wróżeniem zawodowo. Cieszą mnie sygnały, że to czy tamto się sprawdziło. To balsam dla mojego serca, ale mimo wszystko ta odpowiedzialność, że mogłabym ukierunkować kogoś w złym kierunku, niekoniecznie mi się podoba. Ileż to razy odnosiłam się to złych prognoz moich koleżanek, których niepotrzebnie się kurczowo trzymałam, a bezsensowna wiara w ich spełnienie, zaprowadziła mnie na manowce.
Po raz kolejny przestrzegam przed ślepą wiarą w karty. Nie dlatego, że karty się mylą, ale dlatego, że mogą być źle zinterpretowane, po prostu.
Wspominałam nie raz, że emocje zaburzają widzenie, że czasem tak bardzo chcemy KOGOŚ pocieszyć, dać nadzieję i nad-interpretujemy przekaz kart. Staramy się KOMUŚ usilnie narysować cudowne wydarzenia, po to, aby się dobrze poczuł w trudnym i smutnym dla niego momencie życia.
Po raz kolejny przestrzegam przed ślepą wiarą w karty. Nie dlatego, że karty się mylą, ale dlatego, że mogą być źle zinterpretowane, po prostu.
Wspominałam nie raz, że emocje zaburzają widzenie, że czasem tak bardzo chcemy KOGOŚ pocieszyć, dać nadzieję i nad-interpretujemy przekaz kart. Staramy się KOMUŚ usilnie narysować cudowne wydarzenia, po to, aby się dobrze poczuł w trudnym i smutnym dla niego momencie życia.








