Każdy, kto zgłasza szkodę musi się przyszykować na przewlekanie sprawy w czasie. Nie słyszałam o szybkim załatwieniu sprawy.
A kiedyś było inaczej...
Osobiście, miałam bardzo przesympatyczną przygodę z ubezpieczycielem. Dość dawno temu, mieszkałam w Zielonej Górze w samym centrum miasta, na deptaku i niestety... na ostatnim piętrze. Nade mną był już tylko dach. Na suficie miałam od początku poważny zaciek. Niechybny znak, że dach wołał o poważny remont. Tak się wkrótce zadziało. Na dach weszła firma remontowa. Pogoda była piękna, letnia, upalna. Nic nie zapowiadało deszczu.
Mój błyskotliwy i przewidujący znajomy "nakazał" mi w trybie pilnym ubezpieczyć mieszkanie. Tak też zrobiłam.
Panowie z firmy dachówkę zdjęli i tak jakoś bezmyślnie dachu nie okryli, a podczas weekendu niespodzianie popadało sobie.







