Uradowana wielce, bo w końcu padł konkretny termin naprawy mojej szkody, który mam nadzieję, nie zostanie przesunięty, ot chociażby przez pogodę, przypomniałam sobie, że obietnicę rozłożenia kart mojej stałej czytelniczce, poczyniłam.
Wiele spraw mi ucieka, a to dlatego, że zajęta jestem łupaniem drzewa, no a święta za pasem i trochę w domu ogarnąć trzeba. Poza łupaniem drzewa, zrywałam przymarzniętą dziką różę i nastawiałam winko. Tego roku obrodziła obficie, bo 3 lata temu, mocno ją przycięłam. I tego roku zrobiłam dokładnie tak samo. Niech sobie dziewczyna odpocznie, odrośnie i obficie zaowocuje za parę lat. Wino z dzikiej róży jest wyjątkowe w swoim aromacie, więc warto nastaw zrobić.
Usiadłam wczoraj już bardziej spokojna i wtedy przez tą moją wolną już głowę, przeleciała myśl: a BASIA wciąż czeka na karty.
Nie wykluczam, że BASIA w swoim cierpliwym oczekiwaniu, intensywnie o mnie pomyślała. Stąd też i owo przypomnienie mnie "obudziło".








